Białoryb jesienią- Gruntowe rozpoznanie

Cześć, dzisiaj zapraszam na krótki wpis z wypady rozpoznawczego na Kanał Żerański na którym połapałem trochę drobnej płoci, krąpi i leszczy. We wpisie przedstawię przebieg wyprawy oraz strategie jaką przygotowałem na ten wypad.

Zapraszam wszystkich do czytania oraz aktywności w postaci komentarzy jak i lajków na facebookowej stronie 🙂

Nad wodą zameldowałem się z samego rana około godziny 6,30. Następnie zapakowałem mój wózek i ruszyłem na miejscówkę oddalając się o kawał drogi od pobliskiego parkingu. Miejscówkę na której łowiłem wybrałem losowo ponieważ nigdy wcześniej nie byłem na tym konkretnym odcinku kanału Żerańskiego. Moim głównym kryterium było to aby na stanowisku można było rozstawiać wygodnie fotel i resztę klamotów.

Zanim rozłożyłem sprzęt czyli  kije, podpórki, podbierak .itp oraz  rozrobiłem zanętę nie wiadomo kiedy na zegarku wybiła godzina 7.30. Dlatego szybko zabrałem się za wstępne nęcenie. Do wody posłałem po 3-4 mega koszyki z zanętą. I na tak zanęcone miejsce postawiłem dwa ultra lekkie zestawy gruntowe.

Na branie nie trzeba było długo czkać i na kijach zaczęły meldować się pierwsze małe płocie. Branie były ultra lekkie. A ryby dosłownie tylko przyginały szczytówkę. Co powodowało wiele niezaciętych brań a dodatkowo nad wodą wiał silny jesienny wiatr.

Tego dnia udręką było liczne zielsko które porastało dno w okolicy miejsca które wybrałem. Przez pare godzin łowienia zerwałem tam trzy zestawy z moimi ulubionymi koszykami drennana. A o samych przyponach nie wspomnę ponieważ nie nadążył bym tego liczyć (żyłka 0,08 i 0,10 pękała jak diabli). Ale to nie były jedyne podwodne przeszkody. W połowie łowienia przyciąłem delikatne branie. I nagle czuje niesamowity opór. Który niestety nie ,,szalał jak ryba”. A więc myślę sobie że to na bank zielsko. Kilka prób uwolnienia zestawu z zawady i moim oczom przy brzegu ukazuje się niestety skrawek sieci kłusowniczej. Co bardzo mnie zdenerwowało i zepsuło mi świetny humor spowodowany pierwszym kanałowym wypadem tego jesiennego sezonu.

Podsumowując wypad była bardzo udany. Ryby może nie dopisały wielkością ale ilością na pewno. Oczywiście nie wszystkie wrzucałem do siatki ponieważ nie które były wielkości palca. Przeważnie na haczykach meldowały się małe płocie i leszczyki. Aczkolwiek oprócz tego trafiły mi się trzy okonie a w tym jeden wymiarowy.

Strategia tego dnia była bardzo prosta i polegała na tym aby łowić najbardziej delikatnie jak się tylko da. Zestawy były mega wychudzone a zanęta bardzo drobna ale o tym pokrótce Wam opowiem.

Zestawy:

Do łowienie użyłem dwóch wędzisk z drgająca szczytówką 2,7m cw do 45g z najlżejsza szczytówką z zestawu.  Żyłkę główną miałem dość grubną ponieważ 0,20mm. Ale jak na poziom rozwinięcia zielska to było idealnie. Przypony skonstruowany na żyłkach 0,08 i 0,10mm (grubsze były by zbędne). Jeśli chodzi o sam zestaw końcowy. To tak jak wspomniałem było prosto i delikatnie. Jeden zestaw był skonstruowany na zasadzie pętli którą przedstawiałem Wam wielokrotnie w moich wpisach. Natomiast drugi był skonstruowany typowo przelotowo na systemiku którego używam przy mocowaniu waglera przy odległosciówce. Dodatkowo aby uniknąć splątań postanowiłem zastosować mikro krętlik stomfo. Co ciekawe zawsze tego unikałem a patrząc po dzisiejszym łowieniu rybą to nie przeszkadzało.

Zanęta:

Zanęta na kilka godzin łowienia składała się z:

– 1kg zwykłej prostej zanęty spożywczej z przeznaczeniem na płoć

– około 1kg gliny argile jasnej

– 200g konopi prażonych mielonych

– szczypta atraktora o smaku migdała.

  Tą mieszanką oczywiście namoczyłem, przetarłem przez sito i dodałem do niej około takiej solidnej garści pinki.

Co ciekawe brań było tyle że koszyki przerzucałem co chwilę. A niestety nie zabrałem ze sobą więcej zanęty spożywczej. Dlatego skonstruowałem mieszankę którą wykonałem z tego co miałem :

-1kg gliny argile jasnej

– 400g konopi prażonych

– atraktor migdałowy

– pinka

I rybą również taka mieszanka podpasowała. miała bardzo fajny przyjemny zapach migdała który komponował się z takim zapaszkiem prażonej/grylowanej konopi. Grunt to być kreatywnym i korzystać z tego co sie ma pod ręką.

Na dzisiaj to tyle. Mam nadzieje że niebawem pojawią sie kolejne wpisy z łowienia białorybu w których będę opisywał soje strategie. A coś mnie świerzbi aby zobaczyć co na Wiśle w wielkim mieście się dzieje.

Autor /


Filip Podsiadły

Dodaj swoje komentarze

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany. wymagane pola są zaznaczone *

THE METHOD FEEDER

GRUNT

SPŁAWIK

Inline
Inline