Method feeder wiosną- Karpie, leszcze i coś jeszcze…

Siema, dzisiaj zapraszam Was na krótką relację z wiosennego wypadu na komercję. Na pierwszy plan poszedł oczywiście method feeder. Tego dnia udało się przechytrzyć pare karpi, leszczy i ładnego karasia. 

Tym razem po kompletnej porażce na Eko Farmę. Postanowiłem wybrać się na trochę mniejszą wodę z regularnym dnem oraz mniejszą głębokością. Niestety dzień na ryby nie zapowiadał się zbyt dobrze. Rano było chłodno, przez chwile padał śnieg i mini grad… A ryby na dodatek nie chciały za bardzo reagować na przynęty. Jednak z czasem i pierwszymi przebłyskami słońca sytuacja się zmieniła. I na kijach zaczęły pojawiać się pierwsze leszcze oraz karpie. Kwintesencją wypadu okazał się piękny karaś który najbardziej mnie ucieszył… 🙂

Ryby nie były duże ale ważne że coś się działo 🙂

Tego dnia nie brałem dużej ilości sprzętu nad wodę miałem tylko kije, torbę z najbardziej potrzebnymi gratami typu: akcesoria, trochę zanęt, kosz od podbieraka, mata itp. Do tego oczywiście wiadro które służyło jako siedzisko. Postawiłem na minimalizm dlatego nie przygotowuje jakiegoś super dużego wpisu. Ale za to w kolejny weekend zmieniam akwen i mam nadzieje że nazbieram trochę fajnego materiału do wpisów i jakiegoś filmu.

Jeśli chodzi o strategie. To tego dnia łowiłem dwoma kijami shimano Bast Master. Jako podajników użyłem drennanów oraz guru. Czyli standardowej obsady… Jeśli chodzi o towar to na początku łowiłem tylko na feed pellet (jasny bazowy). Ale z czasem gdy zaobserwowałem pierwsze aktywności ryb. W oddzielnym pojemniku rozrobiłem sobie pellet fikado Robin Red oraz beteine. Dodałem do tego kleju mineralnego typu bentonit i pomieszałem to z tym feed pelletem który miałem rozrobiony na początku łowienia. Jeśli chodzi o przynęty to tym razem strzałem w dziesiątke były małe dosłownie 5mm kulki o smaku ochotki oraz pellet 8mm na bazie frankfurterki.

Karpie nie były za duże ale było ich kilka. Dokładnie nawet ich nie liczyłem… 🙂

Zmorą całego wypadu były wszędobylskie leszcze który niemiłosiernie upodobały sobie moje zestawy…

Chwile czasu poświęciłem na markierowanie łowiska. Miejsce które wybrałem sobie do łowienia miało około 1m głębokości czyli było bardzo płytkie. Ryby z rana nie były skore do żerowaniu w tym miejscu ale z czasem przeszły w miejsce mojego nęcenia na żer. A przy okazji miały świetną lokalizację do wygrzewania się na słońcu…

Wybór przynęt był duży ale za bardzo nie chciałem kombinować. Postawiłem po prostu na to co było skuteczne tego dnia i co dawało ryby. Jak widać przypon miałem zrobiony  z grubej żyłki 0,23mm. Sam hak również nie był mały bo jest to chyba 12. Przynęta 8mm. Włos jak na tą pore roku bardzo długi (za długi). Ale pare ryb udało się przechytrzyć.

Na rybach tym razem towarzyszył mi Tomek z kanału Wędkarski Challange. Który był odpowiedzialny za nagrywanie i fotografowanie ryb. Oczywiście jak to na rybach po długiej przerwie nad wodą było sporo tematów do omówienia. I przez nasze pogawędki oraz moje zagadywanie Tomek stracił pare ładnych karpi. Ryby były nie mrawe. Ich brania nie były energiczne. A Tomek łowił przelotowo. Przy czym powinien ciąć ryby w tępo. Ale nad wodą było tyle spraw że akurat przy braniach byliśmy zajęci konwersacją czy też na chwile sie oddaliliśmy. I kilku fajnych karpi nie udało się zaciąć. Ale ważne że na wędziskach Tomka było sporo wskazań aktywności ryb. Ja łowiłem na stałe. Dlatego moje ryby zacinały się same… Tomek tak samo jak ja tym razem zrezygnował z fotela czy kombajnu i nad wodę nie zabrał żadnego siedziska. Przez co trudno było ciąć ryby w tępo. Następny wypad planujemy już na inny zbiornik. Ale tym razem zabierzemy ze sobą troch więcej sprzętu. Siedziska, podesty… i mam nadzieje że coś fajnego uda się złowić… Nie wykluczone że wejdzie jakiś linek… Może pojedziemy na dziką wodę… Czas pokarze 😉

 

Autor /


Filip Podsiadły

Dodaj swoje komentarze

Twoj adres e-mail nie bedzie opublikowany. wymagane pola są zaznaczone *

THE METHOD FEEDER

GRUNT

SPŁAWIK

Inline
Inline